Blog > Komentarze do wpisu
NIEJEDNYM ZDANIEM

„Mowa jest źródłem nieporozumień” napisał w Małym księciu de Saint-Exupéry. Sądząc po komentarzach z ostatniej dyskusji, można to twierdzenie rozszerzyć o pismo. Cytat z wypowiedzi Marysi miał być wyjściem do dyskusji o wyglądzie polskich scraperek.
Nie zamierzałam nikogo skłaniać do zajęcia stanowiska „zgadzam się lub nie” – chociaż wnioski z moich obserwacji są bliskie stanowisku Marysi. W mojej ocenie mało jest scraperek, których wygląd inspiruje czy wzbudza zazdrość. I to zazdrość wcale nie o sylwetkę, długość nóg czy urodę, ale to coś w ubiorze, co jest ładne, dopasowane do osoby, co wyróżnia z tłumu.

Tak inspirująco wygląda Mia_mi, którą miałam możliwość podziwiać na prywatnych zdjęciach. Lula ze swoim lulowym stylem i niepowtarzalną, asymetryczną fryzurką. Marsza, która zapadła mi w pamięć fantastycznie dobranymi koralami. Makówka prezentująca fantazyjną mieszankę artystyczno-hipisowską. Nowalinka wyrazista przez fiolet i dziewczęcość. Nulka, która potrafi łączyć letnio gołe nogi z zakutaną jesiennie apaszką. Eight – wbrew temu co o sobie napisała – zachwycająca mnie na ostatnim spotkaniu chustą i dużymi bransoletami.

Jakoś nikt więcej chyba nie zapadł mi w pamięć, pamiętam natomiast moje niepomierne zdumienie, że osoby tworzące mogą prezentować się w większości tak nijako, a czasem wręcz – jak napisała Marysia – niechlujnie. Czyli jak? A przez niedobraną lub zapuszczoną fryzurę. A z powodu koszulki jak po starszym bracie. A przez niekształtny sweterek. A wreszcie z powodu błędów w doborze właściwego fasonu i stylu ubrań.

Od dawna wiadomo, że wcale nie trzeba mieć figury Gisele Bündchen ani urody Nicole Kidman, żeby wyglądać jak gwiazda. Programów i poradników poświęconych kobiecej sylwetce nie brakuje, można więc znaleźć cenne informacje, a następnie wykorzystać je w praktyce.

Brakuje natomiast – jak przewijało się to w komentarzach – czasu.
Jak komu. Owszem, szczęśliwie nie mam zjadacza czasu w postaci własnego potomstwa, ale wspomniane wyżej panie są mamami. Co więcej, mamą dwójki dzieci jest Marysia, która nie dość, że imponująco schudła, to jeszcze dla siebie dzierga. I zawodowo pracuje!

Brakuje też – jak napisałyście - pieniędzy. Czy aż tak bardzo, że nie da się znaleźć nic ciekawego na wyprzedaży lub w lumpeksie? O samodzielnym szyciu lub przeróbkach nie będę pisać, bo to kwestia umiejętności. Ale tylko kwestią chęci jest przemyślenie zawartości własnej szafy i robienie kolejnych zakupów tak, aby całość wyglądała spójnie, pasowała do sylwetki, nastroju i sytuacji. No i nie raziła innych w oczy.

Wnioskuję, że nie oceniacie innych po wyglądzie. Ja oceniam. Patrzę, czy dziewczyna ma dobrze skrojone spodnie, czy bluzka nie eksponuje wałeczków, czy czasem nie wyłazi jej pępek… Patrzę i czasem czuję niesmak albo zastanawiam się, jak się można na własne życzenie dodatkowo oszpecać. Aż mnie język swędzi, żeby czasem szepnąć „proszę wyrzucić te rybaczki” jakiejś pani - na oko 155cm/60kg…

Zajęło mi trochę czasu znalezienie właściwych dla mnie fasonów, ale warto było. Skoro ubranie ma mnie odróżniać od reszty, to tylko pozytywnie. Dlatego jedyne dżinsy, jakie mam, są szyte na miarę (tańsze, niż ze sklepu). Ciągle noszę spódnice (dwie ulubione pochodzą z lumpeksu i z wyprzedaży), do których wkładam baleriny (najtańsze, a zarazem najbardziej wygodne kosztowały mnie 20zł), bo na obcasach bolą mnie nogi. Bluzki, koszulki, sweterki (wyprzedaże, tanie sklepy, lumpeksy) noszę w sposób kombinowany. Do tego kolorowe rajstopy (hurtownia) i biżuteria (zasoby rodzinne i produkcja własna). Odzież wierzchnia jest najdroższa, ale poza zimowym płaszczykiem (z zeszłego roku) i puchówką (którą mam od czterech lat) kurtki kupuję w lumpeksach. Największym wydatkiem, jaki zrobiłam tej jesieni była chustka w ludowe wzory (25zł, Cepelia). Moja szafa pasuje do mnie i jak na mnie jest wystarczająco oryginalna, chociaż pierwsza lepsza szafiarka pewnie by się skrzywiłaby zaglądając do środka. Ale też, cytując za Workingmum „w życiu bym nie założyła” niektórych propozycji szafiarek…

Trudno tu o obiektywne generalizacje. W końcu dyskusja oparta była na subiektywnych obserwacjach, bo przecież nasze oceny własnego wyglądu, jak i wizerunku innych różnią się między sobą. No i nikt nie będzie tu rzucał nazwiskami reprezentantek „niechlujstwa”, nawet jeśli wiem, kogo konkretnie mogłabym tu wskazać. Jeśli ktoś czuje się dobrze w swoim wyglądzie, to jego sprawa i wara od krytyki! 

 

Chcę podjąć jeszcze jedną próbę ustalenia, czy raczej przedstawienia, „jak ubierają się polskie scraperki”.
Zróbcie zdjęcia maksymalnie trzech swoich ulubionych zestawów ubraniowych i wyślijcie do mnie do 22 listopada (qlkowa@gazeta.pl) albo pokażcie u siebie na blogu, zostawiając linka w komentarzach. Zdjęcia pozbieram i zaprezentuję w jednej notce, oczywiście razem z moimi ulubionymi ciuchami.

 

Pozdrawiam wszystkie scraperki niezależnie od stroju!

piątek, 06 listopada 2009, qlkowa
Komentarze
2009/11/06 18:38:12
uh uh intrygujące zadanie :D
chyba strzelę sobie jakieś foto :
-
2009/11/06 19:52:52
Post mocny, ale za to Cię lubię. Przyznam od razu- nie czytałam poprzedniego posta, ani komentarzy pod nim dopisanych (przeczytam). No, ale żeby tylko scraperki??????????
A ja?????????
Hug!!!

Ps. Upiekłam dziś chleb :) I zrobiłam coś jeszcze, może wkrótce pokażę?
-
2009/11/06 22:26:56
Cóż, w tym kontekście mogę sobie spokojnie odetchnąć - nie jestem widać zaniedbana :-) Wiem, co do mojej sylwetki pasuje, jakich fasonów/materiałów szukać, by dobrze w tym potem wyglądać. A teraz jestem w trakcie kolejnej rewolucji, bo odkąd ubyło mnie 15 kg, większość starannie skompletowanej garderoby nadaje się do odłożenia w pudło na gorsze, grubsze czasy ;-)
Ale... ja po prostu nie lubię wyróżniać się z tłumu. Nie lubię skupiać na sobie zbyt wielu spojrzeń, stąd unikam ekstrawagancji, wolę swoje bezpieczne zestawy. Inna rzecz, żem nie artystka, więc mi wolno ;-))
Pozdrawiam ciepło.
-
2009/11/08 05:53:24
Eee... że tak sobie zaeeeuję... ;) Jeśli wygląd wzbudza zazdrość to jest coś nietak. Zazdrość jest stanem patologicznym! Inspiracje można jeszcze zrozumieć, ale nie kopiowanie. A wiele razy się zdarza, że przyjaciółki kopiują się najczęściej. I tak samo mówią o sobie w samych superlatywach choć zdarza im się nie akceptować pewnych rzeczy u innych. Dlatego, według mnie, najlepszym sposobem jest wyzbycie się wszelkich ocen na rzecz akceptacji siebie i innych - bez względu na styl, wybór koloru czy cokolwiek innego co narzuca ocenę innych.

Co jest fajnego w tym, że nie akceptujesz czyjegoś wyglądu? Co oprócz chwilowej satysfakcji, gdy oceniasz kogoś, zyskujesz rozmawiając nie z tą osobą, o której myślisz kiedy ją oceniasz negatywnie? To taka trochę niesprawiedliwość - mówić coś za czyimiś plecami... Nie lepiej się tego w ogóle wyzbyć? Nie rób sobie tego, to jest brzydkie! :P

Gdybym chciała kupić coś klasycznego, zgodnie ze swoimi priorytetami i w swoim rozmiarze, musiałabym zamawiać u krawca. W sumie chętnie poznam namiary na dobrego, jeśli znacie. Przyda się w niedalekiej przyszłości. :))

Ścisskam!
-
2009/11/08 18:40:51
o nie zgodze sie ,ze wierzchnie okrycia są najdrozsze.. to zaley kiedy co i gdzie kupujemy..
bo jesli po plaszczyk jesienny wybierzemy sie w październiku, to wiadomo,ze zaplacimy jak za zboze..ale juz gdy przejdziemy sie po neigo w styczniu.. to zaplacimy nawet 30-40% pierwotnej kwoty..
i tak ja wlasnie robie zakupy... tej wiosny udalo mi sie zakupic sliczny fioletowy plaszyczk w promodzie( na ktory wczesniej nie byloby mnie stac ok 270 zł) za bagatela 110 zł.. podkoszulki tez wole kupic na wyprzedazy w zarze( bo są z lepszej bawelny i posluża dłuzej... bity na zime kupuje na wiosne i czekają sobie na kolejny sezon.. robie tak ze wszystkim.. bo sama prowadząc sklep dokladnie sobie zdaje sprawę jaka jest rzeczywista cena danego produktu..

a dodam jeszcze ,ze prowadząc firme, mając dziecko, ktore musze odprowadzic przyprowadzic ze szkoly... zakupy zazwyczaj robie wpadając do sklepu pomeidzy wizytami w hurtowni( do sklepu) i zajmuja mi maks 20 min.. szmateksów nie lubie.. bo tzreba poswiecic troche czasu na szukanie..

i rozmiar tez nie jest wymówka.. na osobe o wzroscie 180 i poteznym biuscie naprawde trudno jest cokolwiek znaleźć
chciec to móc
-
2009/11/09 09:04:31
To ja jeszcze na chwilkę... Bo wydaje mi się, że zaplątały nam się tu dwie kwestie:
1. Dbania o siebie - w sensie troski o odczucia estetyczne ludzi, z którymi się stykamy :-)Dopasowanie stroju do sylwetki, okoliczności, wybór takich fasonów, które podkreślą atuty, a zamaskują niedoskonałości figury; ładna, dopasowana fryzura, zadbane paznokcie, makijaż (bądź nie) adekwatny do typu urody i tak zwanego ogólnego stylu. Zaniedbana w tym sensie kobieta to ta lekko pulchniutka w rybaczkach czy niska w baletkach i pumpiastych spodniach.
2. Wyrażenie siebie poprzez wygląd (strój, makijaż, biżuterię, dodatki). Moim skromnym zdaniem, niewiele ma wspólnego z punktem 1. Niewiele ma wspólnego z indywidualizmem, tak naprawdę :-) I wszelkie uogólnienia są tu krzywdzące, bo znam prawidziwie niepospolitych, niebanalnych ludzi, którzy wyglądem z tłumu w ogóle się nie wyróżniają, bo po prostu nie przywiązują wagi do wyglądu (w znaczeniu 2. oczywiście), jak i "kolorowe ptaki", które ekstrawaganckim wyglądem nadrabiają ogólny brak polotu. I proszę mnie źle nie zrozumieć - nie chodzi o to, że jeśli ktoś dba o oryginalną prezencję, to maskuje tym wewnętrzną pustotę:-) Chodzi mi o to, że potrzeba wyrażenia siebie poprzez strój jest tylko i wyłącznie indywidualną sprawą.
Pozdrawiam :-)
-
2009/11/10 23:16:52
Z psychologicznego punktu widzenia po wyglądzie można wiele powiedzieć o człowieku, m.in. czy lubi siebie, czy dobrze czuje się we własnej płci (kobieca kobieta), czy lubi być w centrum uwagi, itd. I to się sprawdza zwykle. Tak więc ja też oceniam po wyglądzie. Mimo żem psycholog. I może właśnie dlatego. Z drugiej strony nastrój i wymogi sytuacji są czasem wymagające i zmienne i uzasadniają wybór.
-
2009/11/22 16:49:50
uh... właśnie weszłam zobaczyć do kiedy jest czas... zapomniałam -.-